„Demografia, system finansowania i decyzje polityczne to główne czynniki kształtujące rozwój uczelni wyższych w Polsce” 2012-03-21
Rozmowa z dr Jerzym Pawłem Nowackim, Rektorem Polsko – Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie, członkiem Rady Programowej projektu „Akademickie Mazowsze 2030”.

Z jakimi największymi zagrożeniami będą musiały zmierzyć się uczelnie wyższe
w najbliższych latach?

Zdecydowanie demografia. Z ekspertyz opracowanych w ramach projektu „Akademickie Mazowsze 2030” wiemy, że czeka nas prawie 40-procentowy spadek liczby studiujących. Ten największy przypada na 2024 rok, ale pierwsze skutki zaczniemy odczuwać już w 2015 roku. Taka sytuacja oznaczać będzie m.in. zmniejszenie liczby etatów kadry naukowej. Kolejnym, ale wcale nie nowym problemem, jest finansowanie. Jeżeli państwo utrzyma obecny poziom i system rozdzielania środków finansowych, to trudno spodziewać się awansu polskich uczelni na arenie międzynarodowej.

Nie ma nas nawet w pierwszej setce uczelni światowych, to głównie z powodów finansowych?
To prawie wszystko kwestia pieniędzy. Dla przykładu, jednym z kryteriów oceny uczelni jest liczba laureatów nagrody Nobla. Tutaj potrzebne są ogromne pieniądze na badania. Polscy naukowcy nie dostają ich tyle, co ich zagraniczni koledzy.  

To znowu kwestia zwiększenia finansowanie z budżetu państwa?
Nie jestem pewien czy samo państwo wystarczy. Potrzeba większej współpracy uczelni z otoczeniem gospodarczym. Jednak te największe w danych dziedzinach firmy mają swoje ośrodki badawcze i to najczęściej poza naszymi granicami.  

 

Przedstawiciele biznesu często jednak podkreślają, że uczelnie są zainteresowane tylko ich pieniędzmi a nie współpracą. Czy to prawda?
Takie stwierdzenie jest o tyle nieprawdziwe, że tych pieniędzy po prostu nie ma. Ja nie słyszałem, żeby ktokolwiek dostał jakieś sensowne pieniądze z biznesu. Nawet jeżeli firma inwestuje w badania, to inwestuje w siebie a nie w uczelnię. Rezultaty badań przynoszą korzyści firmie a nie uczelni.

 

Dobrze by się jednak działo, gdyby uczelnie wyższe w większym zakresie współpracowały
z tzw. rynkiem pracy. Czy PJWSTK współpracuje?

Tak. Stworzyliśmy specjalne struktury. Są to m.in. rady złożone z przedstawicieli uczelni oraz wiodących firm, w naszym przypadku najczęściej informatycznych. Wspólnie z partnerami konsultujemy m.in. programy nauczania. To jest szczególnie istotne dla opracowania kształcenia korespondującego z wymogami rynku pracy naszych absolwentów.

 

Czy to prawda, że inżynier jest cenniejszy dla gospodarki niż humanista? W badaniach społecznych przeprowadzonych w ramach projektu „Akademickie Mazowsze 2030” takiego zdania było aż 55% Polaków.
To prawda ze względu na proporcje. Docelowo i jednych i drugich absolwentów powinno być proporcjonalnie do zapotrzebowania gospodarki. W tej chwili mamy jednak „nadprodukcję” humanistów, ekonomistów, a za mało inżynierów. Są nawet specjalne badania, które pokazują, że nie jesteśmy w stanie dostarczyć gospodarce potrzebnej liczby absolwentów studiów technicznych. Natomiast co drugi humanista zostanie bezrobotny albo nie podejmie pracy w zawodzie.

 

To dlaczego młodzi ludzie nie lubią studiów technicznych? Chociaż słyszą, że rynek pracy ich potrzebuje.  
To wynika z naszego sposobu myślenia. Jak podejmujemy decyzje, to nie patrzymy na statystyki tylko na siebie. Każdy ma nadzieję, że to nie on będzie tym co drugim bezrobotnym absolwentem studiów humanistycznych. Pamiętajmy jednak, że poza wykształceniem, na rynku pracy liczą się także cechy osobowościowe kandydatów.

 

Można zażartować i powiedzieć, że młodzi ludzie jakoś sobie poradzą. Tych wychodzących na rynek pracy będzie coraz mniej ze względu na niż demograficzny. A czy z niżem poradzą sobie uczelnie niepubliczne? Ekspertyzy mówią, że to one najbardziej odczują jego skutki.
To oczywiście słuszne stwierdzenie. Mając do wyboru wolne miejsca na studiach publicznych lub niepublicznych, każdy woli nie płacić niż płacić. Tak się jednak będzie działo, pod warunkiem, że uczelnie publiczne zaproponują odpowiednią liczbę miejsc nie tylko globalnie, ale także na kierunkach interesujących studentów. Po drugie, nie wiadomo czy do 2030 roku kształcenie na uczelniach publicznych będzie bezpłatne.

 

Konstytucja mówi, że na studiach publicznych stacjonarnych kształcenie jest bezpłatne.
Konstytucję zawsze można zmienić. A mówiąc bardziej poważnie, pamiętajmy, że nieodpłatność za studia jest kategorią społeczną a nie ekonomiczną. Za te studia ktoś musi płacić. W tym przypadku płatnikiem jest państwo z naszych podatków. Generalnie wszyscy płacimy. Jeżeli robimy to za studentów uczelni publicznych to można również refundować koszty studiów stacjonarnych na uczelniach niepublicznych.

 

Jakie jest prawdopodobieństwo, że tak się wydarzy?
Taką furtkę zostawia nowa ustawa o szkolnictwie wyższym. Tam jest powiedziane, że na uczelniach publicznych państwo finansuje studia a na uczelniach niepublicznych państwo może finansować studia. Już teraz ministerstwo ogłosiło, że będzie wspierać studia doktoranckie na uczelniach niepublicznych. Oczywiście to pięknie brzmi, ale mówimy o bardzo znikomych liczbach w skali całego kraju. Tylko cztery uczelnie niepubliczne w Polsce mają uprawnienia do habilitowania, czyli do prowadzenie studiów doktoranckich. Są to: Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej, Akademia Leona Koźmińskiego, Dolnośląska Szkoła Wyższa oraz Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych.

 

To w takim razie bezpieczne zapisy. Zostawiając już kwestie finansowe, czy coś Pana zdaniem powinno się zmienić w samym środowisku akademickim?
Przede wszystkim powinno ono bardziej otworzyć się na świat. Konserwatyzm uczelni był przydatny w okresie PRL. Uczelnie były wówczas swego rodzaju ostoją i zachowały wysoki poziom nauczania. Świat się jednak zmienia i konserwatyzm to teraz duża wada środowiska uczelnianego.


powrót