„Aspiracje edukacyjne młodzieży spadają” 2011-11-03
Rozmowa z dr Barbarą Post, pracownikiem naukowym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, ekspertem projektu „Akademickie Mazowsze 2030”.

Prowadzi Pani badania na temat aspiracji edukacyjnych młodzieży. Czy obserwuje Pani jakieś zmiany w tej kwestii?
Dzieje się coś interesującego. Od 2008 roku, rosnące do tamtego momentu aspiracje młodzieży, zaczęły spadać w dół. W porównaniu z rokiem 2010 o 11%. Spadło przekonanie pytanych uczniów szkół średnich, czy będą w przyszłości studiować. Studia wyższe ciągle cieszą się dużym zainteresowaniem, ale widać wyraźny spadek motywacji do studiowania.

Z czego Pani zdaniem wynika ten spadek?
Wartość dyplomu postrzegana jest instrumentalnie. Dyplom uczelni wyższej ma równać się lepsza praca, lepsza przyszłość, większe pieniądze. Takie jest klasyczne myślenie. To jest ta nagroda, którą mamy dostać za to, że będziemy w siebie taką czy inną wiedzę pakować. Nagle okazało się, że ta nagroda wcale nie jest taka oczywista. Nie ma zresztą moim zdaniem powodu, żeby takie nadzieje okazały się trafne. Dlatego w pewnym sensie młodzi ludzie zachowują się racjonalnie.

Ukończone studia wyższe nie powinny oznaczać lepszej pozycji na rynku pracy?
Masowość wpisana w dyplomy, dynamika przyrostu ludzi posiadających wykształcenie wyższe, musiała doprowadzić do pewnej dewaluacji. Jeżeli chcemy mieć dobrze wykształcone społeczeństwo, chcemy żeby coraz więcej Polaków posiadało przynajmniej wykształcenie wyższe zawodowe, to musimy się liczyć z tym, że absorpcja dyplomów przez rynek pracy zaczynie się, mówiąc najprościej, zatykać.

A może to wina uczelni? Może programy edukacyjne nie korespondują z oczekiwaniami rynku pracy lub nabór na niektóre kierunki powinien być ograniczony?
Proszę mi pokazać uczelnię, która zamknie kierunek, na który jest popyt tylko po to, żeby nie produkować kolejnych rzesz ludzi z takim dyplomem. Ja nieco archaicznie uważam, że studiowanie nie ma służyć wartościom instrumentalnym, ale rozwojowi młodego człowieka. Jestem zdecydowanie zwolenniczką klasycznej wizji uniwersytetu, gdzie ludzie rozwijają swoją wiedzę, doskonalą się, pogłębiają swoje talenty. To jest taka wizja, która z rynkiem pracy nie ma wiele wspólnego.

To może studiowanie stało się zbyt masowe?
W to co nazywamy edukacją wpisany jest dylemat, który w gruncie rzeczy jest pewnie nierozwiązywalny. Z jednej strony zabiegamy, żeby dostęp do edukacji, w tym szkolnictwa wyższego był dla wszystkich mniej więcej na takich samych prawach. Z drugiej strony chcielibyśmy, żeby na przykład szkolnictwo wyższe wykształciło nam najlepszych, tzw. elitę. Jeżeli coś ma być dla wszystkich, a jednocześnie wykształcić elitę, to mamy kłopot. Jednego i drugiego w ten sam sposób nie da się zrobić.

A da się w ogóle?
Udało się innym krajom. Stworzyły system szkolnictwa wyższego dostępny dla wszystkich,
w którym funkcjonują jednak uczelnie przyjmujące tylko najlepszych. Oxford, czy na przykład kilka uczelni francuskich mają finansowy komfort przyjmowania tylko tych kandydatów, którzy spełnią wysokie kryteria. Nawet jeżeli będzie ich 40 a miejsc 100.

Czy takie rozwiązania możliwe są w Polsce?
To wymaga zmiany myślenia o edukacji. Dopuszczenia myśli, że poziom warto zróżnicować
i inwestować w ten najlepszy. Trudno jest mi wyobrazić sobie, że w najbliższym czasie cokolwiek w Polsce będzie w ten sposób funkcjonowało. Na razie zmartwieniem uczelni wyższych nie jest przyjmowanie najlepszych, tylko zapełnianie miejsca.

Chodzi zatem głównie o bariery natury finansowej?
Nie tylko. To jest również kwestia określonego komunikatu społecznego. Powiedzenie, że będą istniały takie szkoły wyższe, do których ktoś przeciętnie dobry po prostu się nie dostanie. Nie będą one dostępne dla wszystkich.

To trudny komunikat szczególnie dla rodziców. Jak wynika z badań, ich aspiracje edukacyjne w stosunku do wykształcenia ich dzieci mają się znacznie lepiej?
Tak. Te konsekwentnie rosną. 75% dorosłych Polaków chciałobym wykształcenia wyższego dla swoich dzieci. Szczyt marzeń to doktorat, minimum marzeń to licencjat. Niezmiennie tak zdefiniowanego wykształcenia chcą ci rodzice, którzy sami mają wykształcenie wyższe. Interesujące jest jednak to, że ci z niższym wykształceniem tę grupę w swoich oczekiwaniach i aspiracjach już dogonili.

A rodzice są zadowoleni ze swojego wykształcenia?
Z własnego wykształcenia zadowolonych jest mniej więcej połowa dorosłych Polaków. Należy jednak zaznaczyć, że nawet ci niezadowoleni, nie chcą kształcić się dalej. Nawet gdyby pomóc im stworzyć takie możliwości. Przeciętny Polak realizuje zatem lub chciałby realizować swoje aspiracje edukacyjne poprzez dzieci.


powrót