"Wszystkie poziomy edukacji grają na osobnej scenie" 2011-07-12
Wyniki Ekspertyzy na temat powiązań między szkolnictwem podstawowym, gimnazjalnym, średnim i wyższym.Rozmowa z dr Barbarą Post, pracownikiem naukowym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego

Jakie są oczekiwania szkół wyższych w stosunku do absolwentów szkół średnich? Czy można powiedzieć, że jest jakiś wymarzony profil takiego kandydata?
Wymarzeni kandydaci to oczywiście najlepsi kandydaci.  Ale ponieważ za kandydatem "idą" pieniądze czyli dotacje budżetowe, uczelnie niekoniecznie procedują tak, aby przyjąć wyłącznie jak najlepszych studentów. Rekrutacyjne progi punktowe, czyli kryteria "wejścia" na uczelnie nie zawsze są wyznaczane zgodnie z wysokimi kryteriami. Zbyt duża liczba osób nie przyjętych równałaby się wolnym, nieobsadzonym miejscom na danym kierunku.

Czy to znaczy, że uczelniom nie zależy na jak najwyższym poziomie kandydatów?
Uczelnie chciałyby mieć jak najlepszych kandydatów. Kim jest najlepszy kandydat i kto ma o tym decydować - to już kwestia dyskusyjna. Żadna uczelnia nie funkcjonuje w sposób idealny. Oprócz uroczystych opowieści o wartości wykształcenia, trosce o jakość kształcenia pozostają realia. Wyglądają one tak, że interes uczelniany musi się kręcić. Przyjmiemy więc kandydata, który ma 80% rezultatów jakich oczekujemy i takiego, który ledwo zdał maturę.

Nie ma zatem wymarzonego profilu absolwenta szkoły średniej?
Nie, nie ma czegoś takiego jak jeden profil absolwenta. Konfigurując kierunków studiów w oparciu o tzw. mima programowe musimy opisać sylwetkę potencjalnego absolwenta. Mam to za nieporozumienie. To jest po prostu wpisanie się w procedury.

Jak wygląda charakterystyka sylwetki absolwenta opisywana według tych procedur?
Pisze się tam rozmaite ładnie brzmiące rzeczy, głównie dotyczące tego jakie talenty, umiejętności i wiedzę młody człowiek wyniesie z uczelni po ukończeniu danego kierunku. To samo robią szkoły średnie. Nie może istnieć jeden profil absolwenta szkoły średniej, ponieważ szkoły średnie są zbyt zróżnicowane. Są na przykład profilowane klasy, humanistyczne, biologiczno – chemiczne - tego nie da się ująć w jedną sylwetkę absolwenta.

Ekspertyza dotyczyła także komunikacji między poszczególnymi szczeblami kształcenia. Jak wygląda ta komunikacja?
Zapewne zakłada się jakieś możliwości przepływu informacji. Z naszej ekspertyzy wynika jednak, że każdy poziom edukacji – szkoła podstawowa, gimnazjum, średnia i uczelnia wyższa grają na osobnej scenie i głównie na swoje konto. Każda z nich chce przyciągnąć jak najlepszych kandydatów i każda - jeżeli nie ma innego wyjścia - bierze to, co jej wpadnie w ręce, żeby w ogóle funkcjonować. Wymiana informacji, jeżeli w ogóle występuje, odbywa się przede wszystkim w sposób nieformalny.


Dlaczego tak się dzieje?
Najczęściej to kwestia czystego marketingu. Uniwersytet Warszawski, Politechnika Warszawska, czy Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego i wszystkie inne uczelnie mówią jesteśmy najlepsi, studiujcie u nas. Zatem jaka to wymiana informacji, przepraszam - o czym? Jaki interes ma gimnazjum wymieniać się z liceum? Jeżeli to jest zespół szkół w jednym budynku, to siłą rzeczy taka wymiana może nastąpić. W innych przypadkach moim zdaniem specjalnej komunikacji nie ma. Pokazują to również nasze badania.

Czy system nadzoru edukacji nie powinien regulować komunikacji i relacji między szkołami różnych szczebli kształcenia? 
System oznacza strukturę. O charakterze systemu i jego struktury przesądza to, jak są zbudowane te relacje. Moim zdaniem, one albo nie istnieją, albo są czysto formalne
i nie wypełnione jakąkolwiek realną treścią.

Jak się mają wyniki ekspertyzy do ustaw i rozporządzeń, które powinny regulować takie kwestie?
Polecam lekturę rozporządzeń, np. Ministerstwa Edukacji Narodowej. Można zobaczyć, jak wyglądają zapisy. To czym one są wypełnione, jakie są realia to jest zupełnie inna kwestia.

O realia trzeba byłoby pewnie zapytać same szkoły lub sięgnąć do jakiś danych dotyczących współpracy między poszczególnymi szczeblami kształcenia?
W gruncie rzeczy nie ma takich danych. Należałoby to sprawdzić pytając np. w wybranych liceach, gimnazjach, itp. z jakimi innymi placówkami Państwa szkoła utrzymuje jakiekolwiek kontakty i czego one dotyczą. Wystarczy jednak być rodzicem, żeby zauważyć, jak wygląda ta współpraca i komunikacja. Z doświadczenia rodzica, powiem krótko: nie wygląda!     
 
Nowa matura miała m.in. usprawnić komunikację między szkołami średnimi a uczelniami wyższymi. Usprawniła?
Nie sądzę. Nowa matura rozwiązała jeden problem. Jest progiem, w oparciu o który odbywa się rekrutacja młodzieży na wyższe uczelnie. Plus rozwiązania jest taki, że jest ono jedno dla całego kraju a wyniki są porównywalne. Minusem jest zestandaryzowanie nowej matury. Natomiast uboczną korzyścią dla uczelni wyższych jest zwolnienie ich z organizowania egzaminów wstępnych. Coś za coś.

Zestandaryzowane narzędzie sugeruje obiektywizm. Czy nowa matura nie dostarcza wystarczającej wiedzy o kandydatach na studentów?
Teoretycznie mamy obiektywne narzędzie. Ja mam jednak pewne wątpliwości. W nowej maturze chodzi nie tylko o wiedzę, ale także o umiejętność wstrzelenia się w klucz odpowiedzi. Test jest narzędziem ułomnym właśnie z powodu ustandaryzowania. Uczelnie zaakceptowały nową maturę. Doskonale je rozumiem. Jest to z naszego punktu widzenia wygodne, ponieważ nie musimy organizować egzaminów wstępnych. Natomiast, czy wyniki nowej matury pokazują prawdziwą wartość absolwenta szkoły średniej i adekwatnie odzwierciedlają jego wiedzę, to jest zupełnie inna kwestia.

Jakie realne korzyści odniosłyby szkoły z lepszej komunikacji i współpracy między sobą?
Po pierwsze należałoby zdefiniować to, co mamy na myśli mówiąc "korzyści". Po drugie istotne jest wskazanie beneficjentów korzyści. Po trzecie to "odnoszenie korzyści" jest rozłożone w czasie. Jedne z nich można uzyskać szybko, inne w dłuższej perspektywie. Po czwarte gdybyśmy rzeczywiście chcieli budować taki system komunikacji i współpracy między poszczególnych poziomami szkolnictwa trzeba jasno zdać sobie sprawę z kosztów. Nie mam na myśli wyłącznie nakładów finansowych. No i jeszcze jedno - trzeba tego chcieć. Mówiąc najprościej: gdyby taka komunikacja i współpraca rzeczywiście funkcjonowała, to korzyści byłyby częścią wspólnego dobra.

Co zyskałyby uczelnie wyższe, gdyby współpraca ze szkołami średnimi była lepsza? 
Poznamy pogłębioną wiedzę o młodych ludziach: ich możliwościach, aspiracjach,
umiejętnościach, czyli dane o ich mocnych i słabych stronach.  Zyskamy możliwość lepszego odpowiadania na ich marzenia, potrzeby edukacyjne, możliwość przewidywania mód edukacyjnych. Bardzo przydatna dla nas jest dodatkowa wiedza o funkcjonowaniu szkół średnich, gruntowna znajomość przebiegających tam procesów. Reasumując: gdybyśmy chcieli i umieli zbudować taki partnerski system współpracy to nie przychodziliby do nas studiować anonimowi młodzi ludzie. Dochodziłoby natomiast do spotkania, dwóch znających się nawzajem stron. Dzięki temu poziom wzajemnych rozczarowań byłby niższy...


powrót