„Znaczące firmy w danych dziedzinach gospodarki powinny wchodzić do gremiów kształtujących programy studiów.” 2011-02-22
Rozmowa z prof. dr hab. Urszulą Sztanderską, top-ekspertem projektu „Akademickie Mazowsze 2030”, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Warszawskiego.

 

 

Jakie czynniki bierze się pod uwagę przy określaniu kierunków i specjalności studiów? 

Szkoły wyższe starają się identyfikować potrzeby rynku pracy i przydatność różnych kompetencji dla absolwentów. Nie ma jednak żadnych systematycznych badań na ten temat. Trochę udziału w planowaniu kierunków i specjalności studiów ma wiedza intuicyjna i przypuszczenia, oparte na incydentalnych obserwacjach a nie solidnych podstawach. Szkoły wyższe w dużej mierze bazują na tym co mają. Publiczne uczelnie kształtują program studiów bezpłatnych ze względu na posiadane zasoby kadr, pewną wiedzę o programach innych uczelni i wyobrażenia o rynku pracy. Taki system szkolnictwa daje nie najlepsze skutki, bo dostosowanie następuje powoli i nie zawsze w odpowiadającym rynkowi pracy kierunku.

 

Może jakimś rozwiązaniem byłyby badania dotyczące losów absolwentów?

Tak, to mogłoby być pomocne. Niektóre uczelnie wyższe prowadzą takie badania, ale są one wyrywkowe i niestety w dużej mierze związane z pewną autopromocją uczelni, a nie z obiektywnym spojrzeniem.

 

Brakuje zatem obiektywnych badań w tym zakresie?

Gdyby były obiektywne badania przydatności absolwentów na rynku pracy, prezentujące ich całą historię zawodową, to oczywiście ten problem w dużej mierze by się rozwiązał. I absolwenci i same uczelnie i przyszli kandydaci na studentów mieliby wyobrażenie, kto kształci w taki sposób, że zapewnia jakąś karierę na rynku pracy, a kto wręcz przeciwnie. Wtedy punktem odniesienia dla konstruowania programów kształcenia także w tych szkołach, które mają w tym zakresie mniej trafione rozwiązania, stawałyby się te dobre programy. Natomiast w tej chwili nie ma takiej orientacji.

 

Pomocna byłaby też współpraca pomiędzy uczelniami a pracodawcami, firmami. Jak ona wygląda w obecnej chwili?

Bezsprzecznie jest dużo do zrobienia na tym polu. Badania pracodawców pokazują, że duże firmy na przykład branży budowlanej, czy energetycznej same nawiązują współpracę z uczelniami i braki kadr starają się wyeliminować poprzez taką właśnie współpracę. Uczelnie równie chętnie sięgają do tej współpracy, ale nie wszystkie. Jest jednak jeden poważny problem. W głowach niektórych pracodawców zrodziło się przekonanie, że część uczelni szuka w firmach sponsora, a nie partnera wytyczającego program kształcenia. 

 

Jaki byłby idealny model współpracy pomiędzy szkołami wyższymi a rynkiem pracy?

Kształtowanie szczegółowego profilu absolwenta na poszczególnych kierunkach, czy specjalnościach wymaga rozeznania w rynku pracy np. ustalenia co powinien umieć inżynier określonego kierunku, czego od niego oczekują pracodawcy. Tutaj bardzo pomocna wydaje się koncepcja, żeby w gronie decydujących o programach nauczania pojawili się przedstawiciele pracodawców. Tylko nie organizacji zrzeszających pracodawców, ale konkretnych firm. Potrzebna jest tutaj bardzo szczegółowa wiedza o konkretnych umiejętnościach, zatem chodzi o znaczące firmy w danych dziedzinach. Powinny one wchodzić do gremiów kształtujących programy studiów. Takie rozwiązania wydają się być nieuchronne. 

 

Co powinna robić władza publiczna w zakresie określania kierunków kształcenia na studiach wyższych?  

Przede wszystkim obowiązkiem władz publicznych, bo nikt w takiej skali tego nie zrobi, jest dostarczenie rzetelnych informacji o trendach w zatrudnieniu według kierunków studiów, specjalności, zawodów i to w przekroju terytorialnym. Ta informacja powinna obejmować nie tylko dane, czy ktoś ma pracę, ale także jak kształtują się jego zarobki. Szkoła wybierając kierunki edukacji wiedziałaby wówczas, do jakiego segmentu rynku pracy dziś i w przyszłości ma się przymierzać. To jest absolutnie niezbędny warunek. W Polsce takich informacji nie ma w ogóle. Są tylko szczątkowe, wybiórcze. Na tle tego co się robi w Europie, w Stanach Zjednoczonych to my jesteśmy jakimiś absolutnym zaściankiem. 

 

Głośne są także opinie, że system publicznego finansowania kształcenia wyższego nie do końca korzystnie wpływa na samą jakość kształcenia. Bardziej liczy się, żeby uczelnia odnalazła się w określonych wskaźnikach, niż dbała o jakość nauczania.  Czy tak to właśnie wygląda? 

Pieniądze publiczne na kształcenie płyną według tzw. algorytmu. Ten algorytm polega na tym, że zapewnia się jakąś kwotę w budżecie państwa na kształcenie wyższe. Ta kwota nie ma związku z żadnymi kryteriami jakościowymi, to znaczy że uczelnie lepiej kształcące nie dostają więcej pieniędzy. Taki system finansowania preferuje po prostu ilość. 

 

Sytuacji nie poprawi też chyba nowa ustawa dotycząca szkolnictwa wyższego, jeżeli zostanie przyjęta?

W propozycji ustawowej, która jest teraz rozważana proponuje się nawet jeszcze obniżenie kryteriów jakościowych np. zmniejszenie wymagań dotyczących kadry uczącej. We wszystkich krajach czuwanie nad jakością kształcenia jest czuwaniem nad procesem, a jednym z parametrów jest to, jaką dysponuje się kadrą do kształcenia. W Polsce może być inaczej. To co się wprowadza w nowej ustawie, to zamiana jednego doktora na dwóch magistrów, jednego doktora habilitowanego, wymaganego do kształcenia, na dwóch doktorów bez habilitacji, innymi słowy wprowadza się obniżenie standardów jakości nauczania. To dosyć upiorny kierunek zmian.

 

Czy wyniki projektu Akademickie Mazowsze mogą wpłynąć na wytyczenie właściwych kierunków rozwoju uczelni wyższych?

Takie projekty badawczo – prognostyczne mają tę zaletę, że z jednej strony pozwalają zewidencjonować wszystkie bolączki, a z drugiej dokonać podsumowania wszystkich dobrych tendencji. Wierzę, że ten projekt dostarczy przesłanek do podejmowania bardziej racjonalnych decyzji. Akademickie Mazowsze angażuje także władzę lokalną i można się spodziewać, że ona też zacznie bardziej identyfikować się z rozwojem szkół wyższych. Dobre uczelnie przyciągają pieniądze, gwarantują rozwój regionu, kształcą absolwentów, którzy napędzają regionalną gospodarkę.    

 


powrót